Zima …dla mnie to najładniejsza pora roku. Święta , śnieg,
bałwany, gwiazdki na choinkę oraz mandarynki;) W zimę mogą stać się magiczne i
przypadkowe rzeczy które mogą odmienić życie choć trochę ..
- kurcze zaraz się
spóźnię, zamykają sklep !?- wrzasnęłam zirytowana . Biegłam w kierunku
oświetlonego supermarketu.
- TAK!!- krzyknęłam
przekraczając próg sklepu. Teraz tylko wystarczyło znaleźć ee…,, no tak lista’’
pomyślałam zaglądając do niedbale zapisanego świstka papieru.
* ciepłe skarpetki
*rękawiczki
* sok malinowy
* mandarynki
*kakao
OK. najpierw kakao, sok …skreślałam produkty z listy. Szłam
w kierunku przedziału z ubraniami ,, ach tam są ‘’ dalej trupcikiem podbiegłam
do stoiska ze skarpetkami , po chwili wybrałam odpowiedni wzór z bałwankami i reniferami,
nadającymi świąteczny klimat. Zostały rękawiczki są dla mnie więc chcę czarne
pasują do wszystkiego i są eleganckie pomyślałam przyglądając się przeróżnym
kolorem tęczy. Sięgnęłam po ostatnia parę zadowolona .
- przepraszam ale to ja mam zamiar je kupić !- powiedziałam
widząc chłopaka sięgającego w tym samym kierunku.
- nie, nie to ja je pierwszy zobaczyłem- odpowiedział, ale
mój refleks mnie nie zawiódł i to ja pierwsza złapałam rękawiczki.
- ha..haha!- śmiałam się do nieznajomego wymachując
rękawiczkami przed jego nosem. Nieznajomy uśmiechnął się i jednym ruchem ręki
wyrwał rękawiczki rzucając je w kąt .
- co ty wyprawiasz? !- krzyknęłam idąc ponieść wyrzucone
przez niego rękawice.
- mam na imię Harold – chłopak zagrodził mi przejście i
nieśmiało wyciągnął rękę w moją stronę.
- [t.i] – uśmiechnęłaś się szeroko pokazując białe ząbki.
- darujmy sobie te rękawiczki co ?- zaproponował chłopak
- zgoda- odwróciłam się chcąc wracać do domu.
- poczekaj, a może w zamian za to chociaż gdzieś wyjdziemy
..kawa?- zapytał, zatrzymując mnie za rękę.
- oczywiście .- odpowiedziałam . Poszliśmy do kasy i
wyszliśmy ze sklepu, było już ciemno wiec zamierzałam iść do domu i odpuścić
spotkanie z Harrym.
- przepraszam ale jest ciemno i muszę iść do domu .-
zerknęłam na chłopaka , przepraszającym wzrokiem.
- a..ale .. to może dasz mi swój numer telefonu?
- zgoda , masz coś do pisania?
- mam długopis ale – wyjąkał- proszę ! – krzyknął podając mi
karteczkę i długopis .
- podaj mi np. 10 zł.- zaraz ci wszystko wyjaśnię- odpowiedziałaś
zaśmiałaś się widząc zdumioną twarz Harrego.
-proszę- odparł podając pieniądze. Szybkim ruchem
nabazgrałam numer na 10-złotówce i podbiegłam do pobliskiego sklepiku po
batona.
- a gdzie numer? – zapytał zdezorientowany
- wierzysz w przeznaczenie ?- odparłam gryząc batonika.
-a..no powiedzmy
- więc jeśli w twoje ręce wpadnie 10-złotówka z moim numerem
, będziesz mógł zadzwonić i się spotkamy.
- to jest niedorzeczne!.. – wydukał zdenerwowany

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz