środa, 27 marca 2013

Imagin- Harry.

Uwaga!  wpadajcie, komentujcie, obserwujcie moje słodziaki:** dopiero zaczyna:  http://i-live-for-one-direction.blogspot.com/



„Zupełna pustka w głowie spowodowana może być tylko zakochaniem lub wariactwem. A to właściwie znaczy to samo.”

   -Debilka! Debilka !! Debilka!!!- wciąż to sobie powtarzała idąc lasem. Niektórzy pomyślą, że się zgubiła….NIE że chce się zabić….NIE ..więc? więc to może być spowodowane tylko czymś lub kimś. Chłopak- ładny…już nie dla niej, zakochany…nie w niej…Została sama.. głupie przepuszczenia, tęskniła za nim, ale on już nie był jej. Na co jej przyszło: siedzi sama w lesie, w nocy…
-przepraszam co ty tu robisz? wszyscy z obozu wrócili już do domu-zaczął jakiś straszy facet. Przestraszyła by się go…zapewne, ale nie teraz. W tym momencie chciała już tylko znaleźć się sama w namiocie zaraz za dróżką po prawo. Już miała odpowiedzieć: „Byłam z chłopakiem...a właściwie narzeczonym…było przecudownie a nagle wszystko to runęło, popsuło …narkotyki. Rodzice nie żyją a cały świat o mnie zapomniał, co dowodzi fakt, że nie zauważyli iż została i nie siedzi teraz w autobusie.”
-nic…- odpowiedziała cicho.
 
   „Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze porozmawiać, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny.”

  Straszy facet nie dawał spokoju. Zadzwonił na policję. Ale jej to nie interesowało. Niesforny wiatr smagał jej włosy, a po policzku swój szlak znaczyła jedna łza. Zamieszanie. Hałas. Złość. Pytania. Cisza. Bezsilność.
-przepraszam czy to [t.i]?-zapytał jeden z policjantów. Nie odpowiadała, nie dziwiłaby się gdyby nikt nie chciał przyjąć jej do domu, więc po co miałaby mówić im kim jest, ona już nie ma rodziny. Zaśmiała się. Oni wszyscy wzięli ją za wariatkę. Zabrali na komisariat, myśleli że ją złamią, że coś powie. Żałosne.

  „Od dłuższego czasu prowadzę nierówną walkę, biję się z własnymi myślami…ciągle przegrywam.”

   W końcu…powiedziała jedno słowo:
-Harr..y- głos jej się załamał
Oprzytomnieli myśleli, że wiedzą o kim mówiła…myśleli o niewinnym barmanie.
Zapytali się go:
-znasz [t.i  i  t.n]- wydukali nic nie znaczącą regułkę.
-nie- urwał, wstał. Odszedł.

  „Czasami kiedy siedzę przed oknem i patrzę na panoramę wydaje mi się, że wszystko jest możliwe. Wystarczy, że wyciągnę rękę, a będę w stanie dotknąć nieba.”

  Powiedzieli jej, że on… jej Harry nie chce jej widzieć, że jej nie zna. Podobno jest chora umysłowo. Płakała, nic jej to nie dało. Zaprowadzili ją do lekarza, miała badania, a ona się śmiała ”żałosne” . Myślała i mówiła do siebie tak cichutko, że ledwie ona sama się słyszała...nonsens ona czuła...wciąż kochała. A oni wzięli ją za wariatkę i myśleli, że będą mieli spokój. Gniew- tylko to czuła, wmawiali jej, że on się jej wyparł…a nie pomyśleli, że to oni pomylili człowieka?

 „ Stojąc teraz na zatłoczonej ulicy nie boję się iść dalej….mimo, że ciebie już nie ma. Jestem silna, nie zobaczysz mojej porażki ani łez rozpaczy.”

   Pogodziła się z tym, że on już o niej zapomniał… a to był dopiero początek. Wsadzili ją do zakładu dla umysłowo chorych, wariatów…a ona pośród nich …całkiem zdrowa...prawie… Nie płakała już więcej, poddała się a oni wreszcie zobaczyli, że jest o niej głośno w gazetach : „Narzeczona Harrego Stylesa”. Głupcy nie umieli przyznać się do błędu …trzymali ją 5 lat…tyle musiała czekać by ktokolwiek coś do niej powiedział….choć może przeciwnie, może wolałaby  żeby nic nie mówił…
- on nie żyje, rozumiesz? – powiedział jeden z pracowników. Przecież rozumiała  ale nie miała siły by odpowiadać tym którzy na to nie zasługiwali…to oni przyczynili się do tego, że on się zabił…gdyby wiedział gdzie się znajduje przyszedł by po nią…przeprosił, wytłumaczył aż wreszcie przekonał, że wszystko będzie dobrze. Zaśmiała się ….podkuliła nogi pod brodę a potem zrzuciła wazon stojący na szafce nocnej ….wezwali doktora, po co? Bo nie mogli sobie dać z nią rady. A to ona była silna. Nie mówiła nic gdy ją tu przywieźli i nic nie mówi teraz choć mogłaby. Czuła, że po tym wszystkim potrafiła by mu wybaczyć gdyby był przy niej teraz…za późno.

  „To dziwne uczucie kiedy boję się , że stracę coś czego nie posiadam.”

  Jedyne co miałaby gdyby jej tego nie odebrali to on..nie wraca do tego pamięcią, nawet nie wie co wokół niej się dzieje. W dzień śpi, w nocy się śmieje …WARIATKA…

  „Jak dotąd, dałam tylko jeden dowód odwagi: nie zabiłam się.’


♥http://angels-city-one-direction.blogspot.com/

Podoba się? 
Love .
Ivette

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz