sobota, 6 kwietnia 2013

Lonely Angel.- imagin


Dlaczego nikt nie rozumie odmieńca? Dlaczego tak trudno żyć z innymi? Dlaczego to właśnie ja jestem inną istotą? Magia. Marzenia. Sen. Rzeczywistość. Myśli. Wszystko dookoła. Rozejrzałam się wokół mnie. Zwyczajne życie w deszczowym Londynie. Dziś wyjątkowo nie pada, po nocy pozostała tylko lekka mgła i opustoszała uliczka. Z godziną 8.00 przybędzie tu więcej ludzi. Na razie jest 5:00 ja nie śpię, nie mogę spać. Wolno powłócząc nogami, wlekłam się w stronę parku. Rosa osiadła kroplami na trawie, mgła unosiła się w
dusznym powietrzu. Cisza. Spacer. Myśli. Ostrożnie podeszłam do sklepu z zegarkami, uniosłam jedną rękę i przymknęłam powieki. Słyszałam wyraźne kroki, rozmowy, szczekanie psa. Znów otworzyłam szeroko oczy stało się to czego chciałam. Zmieniłam bieg wskazówek, widniała godzina 12:30. Nie lubiłam tego, choć czasem było to przydatne. Czarownica to za dużo powiedziane, człowiekiem nazwać mnie nie można. Inna istota. Ludzie tłoczyli się ulicami, do pracy, szkoły lub tak jak ja po prostu chcieli uciec. Nagle w mojej głowie pojawiła się czyjaś myśl : „ Co się stało?”  - tak zdecydowanie magia. Ten ktoś był inny, razem tworzylibyśmy duet. Raptownie odwróciłam się do tyłu, w poszukiwaniu nasilającego się głosu.
„ Nareszcie Stephenie, och nareszcie to spotkanie…. Pamiętasz?”
-Tak – odpowiedziałam w stronę bruneta, znajomego bruneta.
- o.. piękna  jak zawsze, chamska, pyskata a zarazem wyjątkowa – uśmiechnął się cwaniacko, opierając o ścianę budynku. Bez wahania ruszyłam w jego stronę by już za chwilę znaleźć się obok niego.
- Styles… cały ty- wysyczałam patrząc na niego.
- ach niby anioł a tu takie emocje .. –zaśmiał się i odszedł, zostawiając mnie samą. Ten zapach mięty
pomieszany z truskawkowymi perfumami. Ideał robiący niepotrzebne zamieszanie.
- znowu uciekasz! – krzyknęłam a po moich policzkach leciały łzy. Pustka. Zadowolenie. Myśli. Śmiech i jego wygląd.  Byliśmy blisko ale uciekł gdy dowiedział się kim jestem, został ukarany stał się tym samym. Samotność. Cisza. Płacz. Musiałam jednak wytrzymać i wrócić do spaceru. Doszłam nad Tamizę, wolno przysiadłam na brzegu i nuciłam sobie piosenkę.
- ugh…to przywiązanie, bezradność, nie można od ciebie odejść… - dosiadł się obok mnie lokaty.
- ach … te twoje przemowy, warunki, tajemnice  - odparłam twardo, odsuwając głowę w bok aby wzrokiem uciec od jego hipnotyzującego spojrzenia. Chwilę potem poczułam na mojej szyi wilgotne usta chłopaka. Przymknęłam oczy rozkoszując się jego bliskością.
- nawet nie używając moich mocy mogę cię oczarować – wyszeptał mi do ucha, swoim głosem przyprawiając moje ciało o gęsią skórkę. Odwróciłam się powolnie na niego.
- tajemnice czynią nas wyjątkowymi… - zaśmiał się gładząc mój zaróżowiony policzek. Nie wytrzymałam tego napięcia i  wpiłam się  w jego usta ociekające pożądaniem.
- minęło tyle lat – szepnęłam.
- na zawsze razem? – przyglądał mi się z zaciekawieniem  obawami.
- na zawsze.. – splotłam nasze ręce w całość. Przez cały czas nie mogłam odnaleźć swojego miejsca, ciągłe spacery, podróże. Przez pięć lat pozbawiona byłam bezpieczeństwa jakie teraz odnalazłam. Dwoje odmieńców, tworzących idealną całość.


_______________________________________________________
Jest taki nijaki ciut, ale jak wam się podoba? Ostatnio mam zły humor ;c A jak tam u was?♥
 Do zobaczenia
Ivette

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz