Lekko otworzyłam oczy, słońce wdzierało się do pomieszczenia
przez okno obok. Ręką przejechałam po, no właśnie po pustym, chłodnym miejscu. ‘znów
poszedł’- powiedziałam cicho do siebie. Znów go nie było przy mnie, wymknął się
nocą, jego nielegalne zawody. Jeszcze chwilę myślami krążyłam wokół Zayna i
jego zawodów bokserskich. Potem wstałam i poszłam do łazienki przemyć twarz
zimną wodą. Zawsze tak było najpierw mówił, że z tym skończy a potem wymykał
się na całą noc. Z przypatrywania się sobie w lustrze wyrwał mnie dźwięk dzwonka
do drzwi.
- o Liam, wejdź – gestem ręki zaprosiłam chłopaka do środka
i wskazałam miejsce w kuchni przy stoliku.
- witaj [T.I]! gdzie Zayn?- zapytał zajmując przydzielone
miejsce.
- a jak myślisz.. –westchnęłam
podając Liamowi herbatę.
- on chyba nigdy nie zrozumie- odparł przypatrując mi się, a
potem dodał:
- nie możesz wiecznie się nim przejmować, zmizerniałaś.
Rozmawialiśmy tak, aż do wieczora. O wszystkim i o niczym. Potem odprowadziłam
Liama i usiadłam przed telewizor.
- witaj mała – usłyszałam zachrypły głos mulata.
- znów cię nie było- powiedziałam z wyrzutem, gdy pojawił
się w progu małego saloniku w naszym wspólnym mieszkanku.
- daj spokój – rzucił torbę na podłogę i podszedł do mnie od
tyłu. Potem poczułam jego usta na mojej szyi, zawsze tak robił. Znam jego
gierki. Teraz ze mną nie pójdzie tak łatwo.
- Zayn, przestań! Skończ z boksem, skończ z tym wszystkim!-
wykrzyczałam prostu w jego twarz. Chłopak tylko zacisnął dolną wargę i odwrócił
ode mnie wzrok.
- choć do łazienki- szepnęłam później przecierając oczy,
które zaszły już łzami.
Oboje pokierowaliśmy się do łazienki, gdzie z półki
wyciągnęłam apteczkę, aby opatrzyć rany chłopaka. Rozcięta warga, podbite oko i
rana na policzku pomimo tego, że nie wyglądało to bardzo groźnie martwiłam się tym.
- przepraszam – wreszcie usłyszałam cokolwiek od niego po piętnastu
minutach zupełnej ciszy, w której odznaczało się tylko moje pociąganie nosem.
- znów- spojrzałam w jego oczy, ciemne tęczówki również się
zaszkliły.
- przepraszam,
skończę z tym.. – powtórzył kładąc dłoń na moim zapłakanym policzku.
- nie wiem czy jeszcze mogę ci uf..- nie mogłam dokończyć
ponieważ mulat wpił się w moje usta, rękoma błądząc po moim ciele. Zaśmiał się krótko
i pociągnął za sobą do sypialni. Położyłam się na jego klatce piersiowej,
unoszącej się w górę i w dół. Bicie jego serca, zapach mocnych perfum, jego
malinowe usta – wszystko to było dla mnie jak kokaina dla narkomana. Teoretycznie
wiadomo, że muszę z tym skończyć, ale jak tylko lekko posmakuje od razu
zachłannie zabieram swoją część.
________________________________________________________________________
A oto mamy pierwszą część :D i jak? podoba się ? mam nadzieję, że tak.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <33
Kochająca was
Ivette


Supeeeeeeeeeeeeer. *-* Czekam na kolejną część i zapraszam do siebie: http://directionoverload.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńna pewno odwiedzę ;**
Usuńświeeetne *,* chyba dla mnie piszesz miśka <333 ;* ;D
OdpowiedzUsuń